11 stycznia 2012

Thi - jak Thiruvananthapuram

        Po 2 godz. lotu jestem w Thiruvananthapuram stolicy stanu Kerala (a swoja droga kto wymyslil taka nazwe dla miasta...o rany). Kerala z lotu ptaka wyglada niesamowicie. Plaze ciagnace sie bez konca, lad poprzecinany korytami rzek, deltami, rozlewiskami a widoczne posma zieleni to palmy, bananowce i inna egzotyczna roslinnosc.
W samolocie poznaje Nurie i Ramona z Hiszpanii oraz Susan z UK. Chyba wszyscy podrozujacy z pleakiem wytwarzaja specyficzne pole magnetyczne  przyciagajace innych podrozujacych w ten sposob (czytaj : jadacych na tym samym wozku :) Pierwsze pytanie nie dotyczy tego jak masz na imie tylko "gdzie jedziesz?" i "czy masz nocleg?" - w duchu myslac ze kierunek bedzie ten sam a noclegu oczywiscie jeszcze nie ma.
Tak tez bylo tym razem...wspolnie bierzemy taxi do centrum dzielac koszty. Tutaj nasze drogi rozchodza sie poniewaz ja szukam hotelu w backpackerskim stylu bo lubie te klimaty....

Znalezienie hostelu z wolnym pokojem okazuje sie "mission impossible" ale jak to w podrozy bywa ktos...gdzies..zaczepia mnie na ulicy...inny gdzies zadzwonil....trzeci pogadal....czwarty zaprowadzil i tym sposobem laduje w nowym, jeszcze budowanym hostelu jako jedyny gosc :) Do tego dostaje upust z racji tego ze jestem pierwszym gosciem -> to akurat byl moj pomysl :)
Albo mam szczescie albo wzbudzam litosc. Wieczorem, z ekipa hostelowa robimy sobie mala uczte ze slodkosci indyjsko-polskich.

Poludnie to inne Indie, inna bajka. Dla mnie bardziej wyluzowane, egzotyczne, przyjazne. nawet budynki historyczne sa w innym stylu i zbudowane z drewna. Na zdjeciu palac w stylu keralskim










Mezczyzni zakladaja tradycyjne ubranie tzw. lungi - kawalek materialu noszonego na ksztalt spodnicy




...i jeszcze widok na swiatynie










Brak komentarzy: